Gruzja i Armenia zyskują na napływie młodych Rosjan. "Prawdziwe ożywienie" m.in. w IT

Gruzja i Armenia zyskują na napływie młodych Rosjan.

Grzegorz Szymanowski, Deutsche Welle 24.11.2022 07:14

Napływ młodych Rosjan wychodzi na korzyść przyjmującym ich krajom - pisze "Die Welt". Gospodarki Gruzji i Armenii silnie rosną dzięki nowym ekspertom IT i przelewom z Rosji. Ale najbogatsi Rosjanie jadą gdzieś indziej.

Zobacz wideo Szrot: Absurdem samym w sobie jest członkostwo Rosji w OBWE

"Podczas gdy kurczy się gospodarka na Zachodzie, w niektórych krajach sąsiadujących z Rosją następuje niezwykłe ożywienie. Napływ wykwalifikowanych młodych Rosjan, dla których Zachód jest zamknięty, tworzy prawdziwe cuda gospodarcze" - pisze korespondent "Die Welt" Eduard Steiner.

Szczególnie wygrywają na tym małe gospodarki, takie jak Gruzja, która spodziewa się w tym roku wzrostu PKB o 10 proc. - Wszystko kręci się na pełnych obrotach, wszystkie działy gospodarki pracują na granicy możliwości - mówi, cytowany w artykule, gruziński profesor i przedsiębiorca Levan Nebieridze.

Gruzja korzysta z tego, że tzw. środkowy szlak transportowy między Chinami a Europą, który przebiega przez jej terytorium, zyskał na znaczeniu, ponieważ transport przez Rosję korytarzem północnym jest trudniejszy. Poza tym Gruzini mogą wywierać większą presję na rosyjskich importerów i eksporterów, odkąd przepływy towarów między Europą a Rosją zostały ograniczone z powodu sankcji.

Pieniądze z Rosji napędzają konsumpcję

Ale to nie jedyne powody. "Fakt, że gruzińska gospodarka przeżywa rozkwit, jest bardzo ściśle związany z niebotyczną liczbą Rosjan, którzy uciekli przed ewentualnym poborem do wojska i wojną do sąsiedniego kraju, liczącego zaledwie 3,7 mln mieszkańców" – pisze Steiner. Mowa jest o 110 tys. Rosjan, poza tym w kraju jest ok. 50 tys. uchodźców z Ukrainy. Rosjanie w Tbilisi wywieszają ukraińskie flagi na swoich samochodach, żeby zasygnalizować sprzeciw wobec rosyjskiej agresji.

Z jednej strony do Gruzji przyjechało wielu ekspertów branży IT. Z drugiej strony przenieśli oni swoje oszczędności; tylko w październiku z Rosji do Gruzji przesłano 728 mln dolarów, czyli o 600 proc. więcej niż w tym samym miesiącu przed rokiem, jak podaje "Welt". Te pieniądze Rosjanie wydają na miejscu, napędzając gruzińską gospodarkę.

Podobnie korzysta Armenia. Choć jeszcze na początku wojny tamtejszy bank centralny oczekiwał wolnego wzrostu na poziomie 1,6 proc. PKB z powodu bliskiego powiązania z rosyjską gospodarką, teraz spodziewany jest wzrost o 13 proc. Kapitał ludzki w sferze IT miał wzrosnąć w Armenii o 25 proc. Zyskują też Kazachstan i Azerbejdżan, choć w tych dużych gospodarkach przełożenie przyjazdów nie przekłada się tak radykalnie na statystyki wzrostu.

Najbogatsi jadą dalej

"Die Welt" zwraca jednak uwagę na druga stronę medalu: przypływ ludzi i kapitału napędza ceny. Wynajem dwupokojowego mieszkania w Tibilisi kosztował przed wojną 500 dolarów, dzisiaj to już 1200. Inflacja w Gruzji ma wynieść w tym roku 10,5 proc.

Małe kraje jednak przegrywają "konkurencję" o Rosjan, "którzy przywożą ze sobą prawdziwe pieniądze" i którzy mogą być potencjalnymi inwestorami. Ten wyścig dominują inne kraje: tradycyjnie - Cypr oraz Izrael, a od rozpoczęcia wojny coraz częściej - Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Dubaj i Abu Zabi stały się małą Moskwą. Łącznie kilkaset tysięcy Rosjan, obok wielu bogatych Ukraińców, ma tam zezwolenia na pobyt

- pisze korespondent "Die Welt".

"W przeciwieństwie do europejskich polityków szejkowie są bardzo sprytni, ponieważ stwarzają atrakcyjne warunki" - zaznacza, cytowany w artykule, rosyjski bankier, który właśnie otworzył tam filię swojej spółki inwestycyjnej.

Tekst pochodzi z serwisu Deutsche Welle.

Podobne wiadomości