Gorące tematy Zamknij

Marcel Koller wie, jak pokonać Rosję. Poprowadzi reprezentację Polski?

Dla piłki nożnej odkrył Lukasa Podolskiego. Zrobił z Davida Alaby najgroźniejszego zawodnika reprezentacji Austrii, ale potrafił do rezerw zespołu odesłać klubowego kapitana i przy okazji reprezentanta Polski. Marcel Koller to mistrz nie tylko pi
  • Marcel Koller nieoczekiwanie stał się jednym z głównych kandydatów na selekcjonera reprezentacji Polski. Szwajcar może poprowadzić naszą kadrę w miejsce Paulo Sousy
  • Za sukces może sobie poczytywać odkrycie talentu Lukasa Podolskiego i znalezienie lepszego zastosowania dla Davida Alaby
  • Poza tym wie, jak pokonać Rosję i Szwecję, możliwe przeszkody Polski w drodze na mundial, gdyż pokonał te reprezentacje jako selekcjoner Austriaków
  • Więcej najważniejszych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu 

Wydawało się, że to Adam Nawałka ma największe szanse na przejęcie reprezentacji, po tym jak opuścił ją Paulo Sousa. Nieoczekiwanie jednak pojawiła się inna kandydatura — Marcel Koller. Ze wspominanym Portugalczykiem łączy go jedno — nienaganne maniery i świetne pierwsze wrażenie, jakie potrafi wywrzeć swoją osobą. Tak samo jak Sousa to były piłkarz reprezentacji swojego kraju i doświadczony już szkoleniowiec. Co najmniej dwie ikony futbolu sporo mu zawdzięczają. Nie wszystkim było jednak ze Szwajcarem po drodze.

Jeden z najgorszych trenerów w Bundeslidze?

Był 2003 r. kiedy uwagę Marcela Kollera zwrócił utalentowany chłopiec. Szkoleniowiec, który dopiero rozpoczął swoją pracę w Bundeslidze, postanowił dać młokosowi szansę w pierwszej drużynie 1.FC Koeln. Lukas Podolski okazał się doskonałym napastnikiem i świetnym wyborem trenera, który na świat przyszedł w Zurychu. Nastolatek, który wtedy czekał na powołanie do reprezentacji Polski w pierwszych 19 meczach, zdobył 10 bramek i z miejsca stał się największą gwiazdą drużyny Kozłów.

Można jednak powiedzieć, że nie było o to trudno. Drużynę targało wiele problemów kadrowych i budżetowych. Koller zdołał odnieść tylko cztery zwycięstwa i zespół zakończył rozgrywki na ostatnim miejscu w tabeli. Trener złożył dymisję, ale o młodym talencie nie zapomniał. Chciał go wypożyczyć do kolejnego klubu, który prowadził, czyli VfL Bochum. Nie doszło do tego, ale Podolski napisał piękną historię swojej kariery. Zagrał w Bayernie Monachium i Arsenalu, a z reprezentacją Niemiec zdobył mistrzostwo świata.

Koller nie musiał bardzo długo czekać na kolejną pracę. W styczniu 2005 r. zatrudniło go VfL Bochum. Tam nie bał się zdecydowanych działań. Potrafił wysłać do klubowych rezerw kapitana zespołu, a przy okazji reprezentanta Polski, Tomasza Zdebela. – Grałem w Bochum przez pięć i pół roku, a zostałem potraktowany jak gnojek. Bez wyjaśnień odesłano mnie do czwartoligowego zespołu rezerw. Najpierw byłem kapitanem, a potem już tylko niepotrzebnym nikomu pomocnikiem. Na szczęście w porę pojawiła się oferta z Leverkusen – żalił się na łamach "Przeglądu Sportowego" Zdebel. – Wydawało mi się, że jako kapitanowi wolno mi powiedzieć kilka mocniejszych zdań na temat sytuacji w zespole. Tymczasem trener stwierdził, że psuję atmosferę w drużynie i dlatego odesłał mnie do rezerw – tłumaczył polski pomocnik.

Marcel Koller i Tomasz Zdebel Marcel Koller i Tomasz Zdebel Foto: PAP/DPA / PAP
Marcel Koller i Tomasz Zdebel

Konflikt był poważny, ale Koller mówił o nim w dużo łagodniejszych słowach niż Zdebel. – Przeanalizowaliśmy wszystkie za i przeciw. Doszliśmy do wniosku, że tylko w ten sposób będziemy mogli walczyć o cele, które sobie na początku sezonu założyliśmy – tłumaczył swoją decyzję szkoleniowiec. Z realizacją celów było jednak różnie. Ósme miejsce z zespołem w sezonie 2006/2007 należało uznać za sukces. Bywało jednak gorzej. Jeśli chodzi o średnią arytmetyczną, Koller jako trener w Bundeslidze zdobywał 1,05 punktu na mecz, co czyni go szóstym najgorszym trenerem w najwyższej niemieckiej klasie rozgrywkowej. Pamiętać jednak należy, że nie prowadził potentatów, tylko kluby walczące z reguły o utrzymanie.

Pokochała go cała Austria. Zostawił w tyle Rosjan i Szwedów

Ta konferencja prasowa zszokowała Austriaków i odbiła się echem niemal w całej Europie. Marcel Koller pojawił się na niej w charakterystycznym berecie z bagietką w ręce. Te rekwizyty oczywiście oznaczały, że jego podopieczni, czyli reprezentanci Austrii jadą na mistrzostwa Europy do Francji. – Był to wyraz wielkiej ulgi. Musiałem raz za razem wciskać hamulce euforii, ponieważ niektórzy myśleli, że i tak nam się wszystko uda. Kiedy wtedy wygraliśmy 4:1 w Szwecji i było po wszystkim, przyszedłem na konferencję prasową z beretem i bagietką. Oczywiście reakcje były szalone – opowiadał Koller na łamach dziennika "Blick"

Ten awans był zupełnie niespodziewany, bo na Austriaków nikt nie stawiał. Kollera zatrudniono, żeby nieco poprawił opinię o austriackim futbolu, a on stał się cudotwórcą. Wygrał grupę, w której za rywali miał Rosję i Szwecję. Jakby nie patrzeć dwie najbliższe możliwe przeszkody Polaków w drodze na mundial. Koller pokazał jak z nimi grać. W eliminacjach prowadzony przez niego zespół nie potknął się ani razu, tylko raz zremisował, ze Szwecją właśnie.

Marcel Koller podrzucany przez reprezentantów Austrii Marcel Koller podrzucany przez reprezentantów Austrii Foto: JONATHAN NACKSTRAND / AFP / AFP
Marcel Koller podrzucany przez reprezentantów Austrii

O Austriakach mówiono wtedy, że grają najpiękniejszy futbol w Europie. Szwajcarski szkoleniowiec potrafił bardzo dobrze dostosowywać system gry do przeciwnika. Raz wychodził trzema, raz czterema obrońcami. Znakomicie wykorzystał umiejętności Davida Alaby. Piłkarza z największym potencjałem w swojej kadrze przesunął na środek pomocy i pozwolił mu wziąć odpowiedzialność za rozgrywanie piłki. W Bayernie ten zawodnik nie był jeszcze tak ofensywnie ustawiany. Wszystko zmieniło się jednak za sprawą Kollera.

Na samym turnieju już tak dobrze nie było. Austriacy przegrali na Euro 2016 z Węgrami (0:2) i z Islandią (1:2), a z Portugalią zremisowali (0:0). Ostatnie miejsce w grupie sprawiło, że dość szybko musieli pakować. Koller pracę z Austriakami zakończył po sześciu latach w 2017 r., ale jego związki z tym krajem są większe.

Marcel Koller i David Alaba Marcel Koller i David Alaba Foto: JONATHAN NACKSTRAND / AFP / AFP
Marcel Koller i David Alaba
Zarejestrował się jako bezrobotny

61-letni aktualnie szkoleniowiec jak ognia unika rozmów z mediami o swoim życiu prywatnym. Dwukrotnie był żonaty, a jego pierwsza małżonka Jolanda była Austriaczką. Poznał ją w 1981 r. gdy pracowała w restauracji jako kelnerka. Koller, który był zawodnikiem Grasshoppersu Zurych przychodził do lokalu codziennie, aby tylko zobaczyć przyszłą wybrankę swojego serca. Z tego związku narodziły się dzieci: Vanessa oraz Kevin i oboje mają paszporty austriackie. Małżeństwo nie przetrwało próby czasu, a trener drugi raz stanął na ślubnym kobiercu, gdy w 2007 r. poślubił Gisele.

Pierwsza żona przedstawiała go jako człowieka całkowicie oddanego futbolowi. – Marcel jest niezwykle zdeterminowany jako trener. Całą noc potrafił analizować grę. Czasami myślałam, jaki to ma sens? Kolejny mecz z odtworzenia, kolejna gra… – mówiła wspominana Jolanda Koller.

Do piłki zresztą ciągnęło go już od najmłodszych lat. Jako człowiek urodzony w Zurychu mógł skierować swoje kroki do miejscowego Football Club lub zaufać Pasikonikom. Postawił na to drugie. Do gry nie zniechęciła go nawet poważna kontuzja. – Miałem 19 lat i grałem w finale juniorów A w Sionie. Trzasnęło mi kolano, a ścięgno zostało zerwane. Krzyczałem z bólu i nie było lekarza. Ogrodnik wyrwał dwie gałęzie z drzewa i ustabilizował mi nogę – opowiadał w jednym z wywiadów. Wypadek na rowerze górskim kosztował złamanie kości łonowej i barku. Jednak o wiele bardziej bolesna była dla niego strata rodziców. Ojciec umarł niespodziewanie we śnie, a matka po stracie męża powoli zaczęła tracić pamięć.

Kontuzja kolana, której doznał za młodu nie przeszkodziła mu w zrobieniu całkiem obiecującej kariery. Związał ją w całości z Grasshoppers Zurych, a z reprezentacją swojego kraju zagrał na Euro 96. Piłkarzem Roku w Szwajcarii nigdy nie został, ale jako reprezentant kraju był w ścisłej czołówce. W sezonie 1994/1995 zajął szóste miejsce w plebiscycie, a w sezonie 1990/1991 był dziesiąty. Co innego jako trener. W tej roli odbierał liczne wyróżnienia i nagrody. Zaczynał od rodzimych FC Wil i FC St. Gallen, by poprowadzić ukochany Grasshoppers. To zaraz po nim zaliczył bolesne zderzenie z Bundesligą. Zaraz po rozstaniu z VfL Bochum zarejestrował się w RAV, czyli w szwajcarskim odpowiedniku urzędu pracy jako bezrobotny. Zdumiał tym swoich rodaków, bowiem trenerzy rzadko w ten sposób spędzają czas, czekając na nową ofertę.

Koller jak Nawałka? Kiedyś dzieliła ich przepaść

Po całkiem udanej przygodzie z reprezentacją Austrii prowadził najpotężniejszy obecnie szwajcarski klub, FC Basel. Doszedł z nią do ćwierćfinału Ligi Europy. Udzielał się też przez moment jako telewizyjny ekspert, analizujący grę zespołów Bundesligi.

W styczniu minionego roku przyznał, że oferty, ale nie chciał ich przyjmować z powodu trwającej pandemii. Takie nastawienie przywodzi na myśl Adama Nawałkę, który również wolał nie podejmować żadnej pracy. —Były dwa pytania z zagranicy w sprawie prowadzenia reprezentacji narodowych. Jednak przy tej całej koronie, mutacjach i krajach, których się dobrze nie zna, to nie był dobry moment, by wrócić do pracy — opowiadał Koller. Kiedy jednak pojawił się vacat w reprezentacji Polski, Szwajcar zgłosił się od razu.

Kollera różne rzeczy łączą z Nawałką, ale są takie, które go dzielą od byłego selekcjonera Biało-Czerwonych. Zarobki obu szkoleniowców sprawdzone przez "Przegląd Sportowy" podczas Euro 2016 to dwa różne bieguny. Szwajcar, który prowadził w tamtym czasie kadrę Austrii, inkasował 1,5 mln euro rocznie, Nawałka jako opiekun polskiego zespołu już tylko 200 tys. euro rocznie.

Ludzie, którzy pracowali z Kollerem mówili, że zawodników traktuje równo. Jak pokazał przykład Tomasza Zdebela, nie boi się usuwać ważnych postaci w zespole. Niektórych piłkarzy wysyłał na lekcje języka niemieckiego, gdyż szkoleniowcowi zależało, aby każdy dobrze go rozumiał. Dla Polaków niezwykle istotne jest, aby dobry kontakt z selekcjonerem miał Robert Lewandowski. Kapitan naszej kadry o Kollera mógłby zapytać Alabę, a ten prawdopodobnie wystawiłby mu jak najlepsze referencje. Szwajcar potrafi grać też skutecznie przeciwko potencjalnie silniejszemu rywalowi, no i na rozkładzie ma Szwedów i Rosjan. Nie wszyscy kandydaci na selekcjonera Biało-Czerwonych mogą się pochwalić takimi osiągnięciami.

Podobne wiadomości
Najpopularniejsze wiadomości tygodnia