Gorące tematy Zamknij

Nowy Ład. Oto, co o "rewolucji" w podatkach sądzą eksperci

Szumnie zapowiadany Nowy Ład ma skończyć się dociążeniem bogatszych, a zdjęciem obciążeń z uboższych. Tak w dużym skrócie można podsumować zarys założeń. Tych biednych ma być 17 milionów, a tych bogatszych będzie około 8,5 mln. Syste

Szumnie zapowiadany Nowy Ład ma skończyć się dociążeniem bogatszych, a zdjęciem obciążeń z uboższych. Tak w dużym skrócie można podsumować zarys założeń. Tych biednych ma być 17 milionów, a tych bogatszych będzie około 8,5 mln. System pozostanie bez zmian, ale zmienią się jego parametry. Jak zmiany komentują ekonomiści?

  • Zarys zapowiadanych zmian wskazuje, że zadowoleni z nich będą przede wszystkim emeryci. Ekonomiści wskazują, że będą nawet ujemnie opodatkowani. O ile rząd utrzyma trzynastkę i czternastkę
  • Nie jest pewne, czy skorzystają najmniej zarabiający. Wszystko zależy od tego, czy wciąż będzie można odliczać nawet w części składkę zdrowotną
  • Na pewno natomiast stracą jednoosobowe działalności gospodarcze. Ma to wyrównać poziom obciążenia daninami państwowymi między poszczególnymi grupami zarobków
  • Zmiany mają posłużyć zwiększeniu środków w służbie zdrowia
  • Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Nie są to jeszcze oficjalne dane, ale "Dziennik Gazeta Prawna" dotarł do zarysu zmian podatkowych szykowanych w tzw. Nowym Ładzie.

- Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że rząd w końcu próbuje uporządkować opodatkowanie dochodów osobistych, zwłaszcza gdy przez ostatnie pięć lat robił wszystko, aby go skomplikować i uczynić mniej zrozumiałym dla podatników - komentuje dla Business Insidera prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Pracodawców RP, były minister finansów w 2006 r.

- Obecnie kompleksowe podejście do zmian cieszy, choć przypomnę że premier Mateusz Morawiecki odrzucił takie właśnie zmiany zawarte w koncepcji jednolitej daniny, którą przygotowałem w 2016 r. Od tego czasu zostało wprowadzonych wiele zmian, które doprowadziły do nadmiernego skomplikowania systemu podatkowej, np. tzw. degresywnej kwoty wolnej czy różnych ulg dla młodych i małych przedsiębiorstw od różnych baz podatkowych - dodaje.

Zmiany podatkowe w Nowym Ładzie

Zmiany dzielą się na dwie grupy - jedna obciąży, a druga odciąży określone grupy podatników.

Do obciążeń można zaliczyć:

  • likwidację lub znaczne zmniejszenie odliczenia od dochodu w PIT składki zdrowotnej (lub jej części),
  • składka zdrowotna byłaby proporcjonalna do dochodu dla osób prowadzących jednoosobowo działalność gospodarczą.

Do zmniejszenia obciążeń zaliczyć można:

W ten sposób osoby zarabiające do 2,5 tys. zł brutto miesięcznie, lub otrzymujące takie świadczenie emerytalne czy rentowe nie płaciłyby PIT w ogóle. Dla emeryta z emeryturą brutto 2,5 tys. zł oznacza to, że zamiast 2 103 zł dostanie 2 275 zł na rękę (2 500 zł po odliczeniu składki zdrowotnej 9 proc.), czyli o 172 zł miesięcznie więcej niż obecnie.

Osoby pracujące z zarobkami rzędu 2,5 tys. zł brutto (poniżej płacy minimalnej 2,8 tys. zł na cały etat) na samym podatku zaoszczędzą 113 zł miesięcznie. Ale nie można zapominać o innej propozycji - składka na ubezpieczenie zdrowotne nie będzie odejmowana od podatku na dotychczasowych zasadach.

Obecnie odejmuje się 86 proc. tej składki, czyli 7,75 pkt. proc. z 9 proc. podstawy opodatkowania i ta kwota zmniejsza podatek. Przy 2,5 tys. zł brutto zarobku kwota składki zdrowotnej to 194 zł miesięcznie, z czego odliczeniu od podatku podlega 167 zł. Gdyby podatnik nie mógł tej kwoty odliczyć, to oszczędność na zerowym PIT byłaby niższa niż strata na składce zdrowotnej.

- Pytanie kluczowe - co stanie się ze składką zdrowotną? Jak to zostanie w tej propozycji zrobione? Całkowite nieodliczanie tej składki oznaczałoby znaczące zwiększenie opodatkowania. Nie wiadomo też, co z progiem 30 tys., czy będzie dotyczył wszystkich, czy tylko tych, którzy nie przekroczyli 30 tys. zł dochodu - komentuje dla Business Insidera Marek Gadacz, ekspert Business Centre Club ds. podatków.

- Trudniejsza jest ocena proponowanych zmian w kwocie wolnej. Niestety nie znamy szczegółów. Kwota ta była już ostatnio podnoszona, jednak sposób, w jaki to było przeprowadzone (duża degresywność) sprawiał, że tak naprawdę niewiele osób z tego korzysta. Teraz PiS zapowiada zwiększenie kwoty wolnej do 30 tys. zł i objęcie nią osób o zarobkach do 2,5 tys. zł miesięcznie. Praktycznie oznacza to, że większość emerytów zostanie zwolniona z PIT - oceniają Karol Pogorzelski i Dawid Pachucki, ekonomiści ING Banku.

Jak dodają, już teraz emeryci w Polsce są beneficjentem 13. i 14. świadczenia. W połączeniu z proponowaną zmianą może to oznaczać, że łączne ich obciążenie w proponowanym nowym systemie składkowo-podatkowym będzie… ujemne. O ile rząd chce w ogóle utrzymać trzynastkę i czternastkę.

Nie wiadomo też, co z ulgą dla młodych. Czy po wprowadzeniu zmian zostanie utrzymana, czy zniknie?

Uderzenie w jednoosobowe działalności

Jedno co chwilowo wydaje się w miarę precyzyjnie podane i gdzie jest najmniej wątpliwości, to obciążenie jednoosobowych firm składką zdrowotną proporcjonalną do dochodów. W ubiegłym roku liczba pracujących na własny rachunek wzrosła o aż 123 tys. do 3 073 tys. - podał GUS. Nigdy dotąd tak szybko nie rosła.

Dotąd podstawę wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne stanowiło 75 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w czwartym kwartale roku poprzedniego włącznie z wypłatami z zysku. W 4 kw. 2020 to średnie wynagrodzenie wynosiło 5 656,51 zł, a składka na ubezpieczenie zdrowotne stanowi 9 proc. od 75 proc. tej kwoty, czyli prawie 382 zł miesięcznie. Zgodnie z zarysem propozycji jednoosobowe działalności zapłacą składkę proporcjonalną do dochodów.

Zobacz też: PiS planuje rewolucję w podatkach. Kto za nią zapłaci?

- Zasygnalizowane propozycje dotykają najbardziej osób, które prowadzą działalność gospodarczą jako samozatrudnieni, ale jest też sporo przedsiębiorców, działających w ramach indywidualnej działalności gospodarczej, którzy zatrudniają ludzi. Podniesienie składki zdrowotnej może uderzyć w obie grupy - mówi Business Insiderowi Marek Gadacz, ekspert BCC ds. podatków.

- Jeśli składka zdrowotna nie będzie odliczalna od podatku, to podniesie się koszt podatkowy. Jeśli ktoś wpadnie w 32 proc. stawkę to obciążenia publiczno-prawne ma w ten sposób w wysokości 32 proc. plus 9 proc. i jeszcze jest danina solidarnościowa. Stawka maksymalna podatku idzie w ten sposób w kierunku bardzo wysokich poziomów - ocenia.

Mniejsze oskładkowanie jednoosobowej działalności, w tym wielu kontraktów menadżerskich powodowało dotąd, że wyższe zarobki były realnie obciążone niższymi obciążeniami publicznymi. O ile suma obciążeń przy najniższych dochodach dochodzi do 60 proc., to przy działalności i dochodach wyższych wynosić może zaledwie 20 proc.

Dobra zmiana?

- Obecna reforma jest rewolucją w dobrym kierunku, ponieważ podobnie jak w jednolitej daninie realizuje następujące cele w podobny sposób:

(1) upraszcza system np. poprzez likwidację odliczenia części składki NFZ od PIT,

(2) wprowadza większą progresję dochodową poprzez podniesienie kwoty wolnej,

(3) wprowadza uzasadnioną ekonomicznie zmianę opodatkowania działalności gospodarczej proporcjonalnie do dochodu, co powinno zmniejszyć niekorzystne dla rynku pracy zjawisko arbitrażu między wysokimi dochodami z pracy i przedsiębiorcami rozliczającymi liniowym PIT - wylicza prof. Wojciechowski.

- Nie realizuje natomiast postulatu dalszego uproszczenie poprzez likwidację tzw. zbiegu tytułów do ubezpieczeń, a także nie podnosi kosztów uzyskania przychodu dla dochodów z pracy, w miejsce wysokiej podwyżki kwoty wolnej. Podniesienie kosztów uzyskania przychodu byłoby lepszym rozwiązaniem z punktu widzenie rynku pracy, ponieważ obniżka klina podatkowego byłaby lepiej adresowana tylko wobec osób aktywnych zawodowo - dodaje.

- Wydaje mi się, że na zmianach tych stracą osoby lepiej zarabiające, w tym przedsiębiorcy rozliczający się liniowym PIT - podsumowuje były minister finansów.

Dużą część ujawnionych zmian w systemie PIT oceniamy pozytywnie. Najbardziej podoba się nam objęcie pełną składką na ubezpieczenie zdrowotne osób samozatrudnionych. Jest to krok w kierunku większego wyrównania dysproporcji pomiędzy klinem podatkowym nakładanym na osoby pracujące na umowach o pracę i na osoby samozatrudnione

- oceniają Karol Pogorzelski i Dawid Pachucki, ekonomiści ING Banku.

- Dysproporcja ta sprawia, że system PIT w Polsce ma charakter degresywny. Osoby dobrze sytuowane zatrudnione na fikcyjnym samozatrudnieniu płacą często dużo mniejsze podatki i składki na ubezpieczenia społeczne, niż osoby dużo słabiej wynagradzane - wskazują.

- Pozytywnie oceniamy też propozycję podniesienia progu podatkowego dla stawki 32 proc. Próg ten nie był w Polsce podnoszony od 2009 r. W efekcie coraz większa grupa pracujących jest z roku na rok w Polsce obciążana tą stawką. Dobrym rozwiązaniem jest też zaadresowanie zmniejszenia luki płacowej kobiet i mężczyzn - dodają ekonomiści ING BŚK.

Janosikowe

- Z tych informacji wynika tylko tyle, że zmiany idą w takim kierunku, żeby ci, którzy zarabiali mniej byli mniej obciążeni, a bogatsi zostali obciążeni bardziej. Kluczowe będzie jednak poznanie szczegółów. Obecnie są tylko jakieś ogólne informacje, a istotne jest, jak to się przełoży na przepisy. Na razie postrzegam to jako zamianę jednego strumienia w drugi. Podwyższamy kwotę wolną, ale nie będziemy odliczać składki zdrowotnej, więc strumień idzie w drugą stronę - wskazuje ekspert BCC.

- To, czego mi brakuje, to potwierdzenia czy obciążenia pracodawcy w stosunku do pracownika zostaną bez zmian. Czy nie wróci jeszcze sprawa 30-krotności składki ZUS? Na razie przestało się o tym mówić, ale wciąż trzeba o tym pamiętać. W sytuacji, gdy wzrosną obciążenia dla pracodawców to byłoby dodatkowe obciążenie. Pracodawcy po takich zmianach będą kombinować, jak odbić sobie straty w inny sposób. To może odbić się i na pracownikach - ostrzega.

- Rząd ma historyczną możliwość po kilkunastu miesiącach testowania sytuacji kryzysowej i obserwowania ludzkiej aktywności, do zastosowania rozwiązań wyrównujących szanse polskich przedsiębiorców względem tych na Zachodzie, jak również do dopracowania rozwiązań takich jak estoński CIT, z którego skorzystało dotąd tylko 337 firm - mówi Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Jeśli nie ma wyrównania szans i stworzenia konkurencyjnego systemu, którym moglibyśmy podbić rynki światowe, to skupienie się na administrowaniu biedą prowadzi donikąd. W poziomie dobrobytu możemy cofnąć się o przynajmniej jedno pokolenie. Fundamentem polskiego dobrobytu jest polska praca i przedsiębiorczość, a nie zasiłki wyciągające Polaków z biedy. Jeżeli program będzie wyłącznie algorytmami układał, kto ma płacić więcej i przerzucał obciążenia na ludzi przedsiębiorczych, to efekt nie będzie dobry. Rewolucja w podatkach byłaby wtedy, gdyby rząd rozszerzył rozwiązania w postaci likwidacji PIT dla młodych na pozostałą część społeczeństwa i zamknąłby dyskusję o kwocie wolnej

- ocenia.

- Niestety, znamy tylko wycinki proponowanych zmian. Dlatego to, co teraz oceniamy jako pozytywy, w zestawieniu z kompletną pełną propozycją może okazać się niekorzystne dla gospodarki. Widzielibyśmy zmiany w systemie podatkowo-składkowym, które prowadziłyby do pobudzenia wzrostu i innowacyjność gospodarki w długim okresie. Jeżeli natomiast celem zmian systemu jest tylko redystrybucja od bogatych do biednych, np. w celu pobudzenia konsumpcji, o czym ostatnio w jednym z wywiadów wspominał Tadeusz Kościński, minister finansów, to widzimy w tym duże ryzyko. Dalsze pobudzanie konsumpcji może tylko utrwalić inflacyjną strukturę PKB w Polsce i ograniczyć wzrost produktywności, kluczowy dla utrzymania szybkiej ścieżki rozwoju gospodarczego w kontekście zagrożeń demograficznych. Konsekwencję takiej zmiany odczujemy wszyscy płacąc państwu wyższy podatek inflacyjny - wskazują Karol Pogorzelski i Dawid Pachucki.

Służba zdrowia dostanie więcej pieniędzy

Zmiany wskazują, że rząd chce zmniejszyć atrakcyjność ucieczki przed wyższym oskładkowaniem pracy w kierunku samozatrudnienia i zwiększyć wpływy służby zdrowia. Ta jest jedną z najgorzej dofinansowanych w UE.

Według statystyk Eurostatu wydajemy na publiczny system 6,3 proc. PKB (2018), co jest piątym wynikiem od końca w Europie. Średnia unijna to 9,9 proc.

Foto: Eurostat

Efekty tego mogliśmy oglądać w ostatnim roku, gdy liczba zgonów pozacovidowych wyniosła ponad 79 tys., tj. 207 osób na 100 tys. Skoncentrowane na pandemii lecznictwo publiczne ograniczało obsługę pozostałych schorzeń. Podobnie złe statystyki miała Rumunia, która wydaje na służbę zdrowia nawet mniej niż my. Taki sam procent PKB jak Polska wydają na lecznictwo na świecie jeszcze Boliwia i Sudan Południowy, ale i Arabia Saudyjska.

- Podniesienie składki zdrowotnej pozwoli poprawić finansowanie służby zdrowia w Polsce, które jest przeciętnie niższe niż w Unii Europejskiej. Niedofinansowanie tej sfery jest istotną barierą dla dalszego podnoszenia oczekiwanej długości życia Polaków, zwłaszcza życia w zdrowiu. Wyższe środki pozwolą też lepiej przygotować się na kolejne pandemie - mówią ekonomiści ING.

Podobne wiadomości
  • Rząd pomoże w kupnie mieszkania? Nowy Ład ma zawierać takie rozwiązanie, ale jest haczyk
  • Kredyt mieszkaniowy bez wkładu własnego? Nowe informacje ws. planu PiS
  • Nowy Ład: Wsparcie przy zakupie mieszkania i powszechne badania prenatalne
  • "Nowy Polski Ład". Wielu samozatrudnionych zapłaci wyższą składkę zdrowotną
  • Rewolucja podatkowa w Nowym Ładzie. Samozatrudnieni dostaną po kieszeni
  • Nowy Polski Ład: Praca, podatki i inwestycje. Rząd ma plan na ucieczkę do przodu
  • Nowy Ład w podatkach. Trzy najważniejsze zmiany
  • Nowy Ład. PiS szykuje rewolucję w podatkach, przedsiębiorcy zapłacą więcej
  • Nowy Ład. Będą zmiany w podatkach i zachęty dla Polaków na emigracji
  • Polski Nowy Ład na rynku pracy. Czy recepta PiS się sprawdzi? | Zarządzanie | pulshr.pl
  • Prof. Maliszewski: Nowy Ład może przyciągnąć młodych wyborców
  • Kościński: Nie ma planu podwyższenia podatku PIT, CIT czy VAT
Najpopularniejsze wiadomości tygodnia